Po siedmiu minutach był na dole po ciepło-zimnym prysznicu, małym espresso prosto z wysłużonego, ale niezastąpionego ekspresu, odziany w czarną, grubą nieprzemakalną kurtkę Alpha Industries. Prokurator cenił sobie nowoczesny styl, kontrastując garnitury z ciężkimi wojskowymi butami i lotniczymi bomberkami. Zamiast znienawidzonych kaszkietów, które do płaszczy nosili inni przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości, wybierał zwykłe czapki bunny, choć i te wkładał rzadko, zazwyczaj po kilku zimowych godzinach spędzonych w terenie. Teraz jego gęste, brązowe i w paru miejscach poprzetykane siwymi pasmami włosy poddawały się silnym podmuchom, które wywiewały mu z głowy resztki wczorajszej libacji. Prokurator zdawał sobie sprawę z tego, że wygląda naprawdę dobrze. Trzydzieści sześć lat, sprężysty krok, mocna postawa, inteligentna twarz, hipsterski zarost. I oczy. Ciemne, tajemnicze, hipnotyzujące. Idealnie pasujące do dużego prostego nosa. „Przystojniak” – powtarzały mu mama, babcia i ciotki, wpatrzone w męskiego rodzyneczka w rodzinie, w której przeważały kobiety, aż w końcu sam zaczął tak o sobie myśleć.