Krystyna znów bez zastanowienia wzięła od psa kijek i rzuciła go przed siebie. Plaża była niemal zupełnie pusta. Tylko w oddali dostrzegła jakąś niewyraźną postać, pewnie też spacerującą ze swoim pupilem. Nikt zdrowy na umyśle nie wyszedłby w poniedziałek rano na taki ziąb dla przyjemności. Na domiar złego zaczął właśnie siąpić zimny deszcz, wspomagany przez porywisty wiatr zacinający od strony morza. Krystyna postawiła kołnierz czerwonej kurtki i mocniej owinęła się szalikiem. Oczywiście nie wzięła parasola, bo Rudolf naprawdę pilnie chciał wyjść i nie zdążyła o tym pomyśleć. Westchnęła głęboko i odkaszlnęła lodowate powietrze, które dostało się do jej płuc. Foksterier niezrażony deszczem nadal kreślił dynamiczne kółka na piasku, wesoło podskakując.
„Jeszcze tego brakowało, żebym się zaziębiła. Jak tylko wrócę, zrobię sobie herbatę z miodem, imbirem i sokiem malinowym” – przezornie postanowiła Krystyna i na myśl o gorącym napitku zrobiło się jej trochę raźniej.