Do miasta docierają też dziennikarze z całego kraju. Ci, którzy zawiadomili wcześniej organizatorów o swoim przybyciu (proszono o to w specjalnie rozesłanych biuletynach), w biurze festiwalowym odbierają karnety upoważniające do wejścia na każdą imprezę i są kierowani do kwater. Zbigniew Zapert z „Expressu Wieczornego” nie anonsował swojego przybycia. Nie ma też upoważnienia od swojego redaktora naczelnego. Jest bardzo niezadowolony, bo karnetów dla dziennikarzy już nie ma. Musi sobie też załatwić nocleg na własną rękę. Na pocieszenie dostaje kilka biletów wejściowych. Ale nawet to nie poprawi mu humoru już do końca festiwalu.
Trzy dni wcześniej
Krzesła są ze szkół.
Zygmunt Wiśniewski:
– Musieliśmy je, jak gdyby siłą, pożyczać. Zostały zwiezione do Sopotu ciężarówką. Potem trzeba było ponumerować oparcia i te same cyfry napisać na karnetach.
Pawilon A, barak z pruskiego muru przy molu (siedziba Bałtyckiej Wystawy Artystycznej), w którym ma się odbywać festiwal, stoi pusty.
Zygmunt Wiśniewski:
– Trzeba było go jakoś przystroić. Dekoracje robili zaprzyjaźnieni plastycy, a te tkaniny nad sceną to już nam pomagała wieszać Opera Bałtycka.
Wiśniewski zatrudnia bileterów.