Kongres futurologiczny
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Co­sta­ri­cań­ski Hil­ton wy­strze­lał na sto sześć pię­ter z pła­skie­go, czte­ro­pię­tro­we­go co­ko­łu. Na da­chach ni­skiej czę­ści za­bu­do­wań mie­ści­ły się kor­ty te­ni­so­we, pły­wal­nie, so­la­ria, tory wy­ści­gów go­kar­to­wych, ka­ru­ze­le, któ­re były za­ra­zem ru­let­ka­mi, strzel­ni­ca (moż­na tam było strze­lać do wy­pcha­nych osób, do kogo du­sza za­pra­gnę­ła – za­mó­wie­nia spe­cjal­ne re­ali­zo­wa­no w dwa­dzie­ścia czte­ry go­dzi­ny) oraz musz­la kon­cer­to­wa z in­sta­la­cją do na­try­ski­wa­nia słu­cha­czy ga­zem łza­wią­cym. Do­stał mi się apar­ta­ment na set­nym pię­trze, z któ­re­go mo­głem oglą­dać tyl­ko gór­ną po­wierzch­nię si­no­bru­nat­nej chmu­ry smo­gu spo­wi­ja­ją­cej mia­sto. Nie­któ­re z urzą­dzeń ho­te­lo­wych za­sta­no­wi­ły mnie, na przy­kład trzy­me­tro­wy że­la­zny drąg sto­ją­cy w ką­cie ja­spi­so­wej ła­zien­ki, po­ma­lo­wa­na bar­wa­mi ochron­ny­mi pe­le­ry­na ma­sku­ją­ca w sza­fie czy wo­rek z su­cha­ra­mi pod łóż­kiem.