Kongres futurologiczny
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Za­rząd To­wa­rzy­stwa Fu­tu­ro­lo­gicz­ne­go wy­brał Co­sta­ri­ca­nę na miej­sce ob­rad, po­nie­waż były po­świę­co­ne po­to­po­wi lud­no­ścio­we­mu i środ­kom jego zwal­cza­nia. Co­sta­ri­ca­na ma obec­nie naj­wyż­szą sto­pę przy­ro­stu de­mo­gra­ficz­ne­go na świe­cie; pod pre­sją ta­kiej rze­czy­wi­sto­ści mie­li­śmy sku­tecz­niej ob­ra­do­wać. Co praw­da – ale tak mó­wi­li tyl­ko zło­śliw­cy – nowy ho­tel, jaki zbu­do­wa­ła kor­po­ra­cja Hil­to­na w No­unas, świe­cił pust­ka­mi, a na zjazd mia­ło przy­być oprócz fu­tu­ro­lo­gów dru­gie tyle dzien­ni­ka­rzy. Po­nie­waż w toku ob­rad nie zo­sta­ło z tego ho­te­lu nic, mogę, nie bo­jąc się po­mó­wień o re­kla­miar­stwo, ze spo­koj­nym su­mie­niem orzec, że był to Hil­ton zna­ko­mi­ty. W mo­ich ustach sło­wa te mają szcze­gól­ną wagę, je­stem bo­wiem sy­ba­ry­tą z uro­dze­nia i tyl­ko po­czu­cie obo­wiąz­ku skła­nia­ło mnie do re­zy­gno­wa­nia z wy­gód na rzecz astro­nau­tycz­nej mor­dę­gi.