Kongres futurologiczny
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Ob­sta­wa dys­po­nu­je wy­łącz­nie bro­nią o du­żym ka­li­brze z małą siłą prze­bi­ja­ją­cą, tak samo jak straż­ni­cy na po­kła­dzie sa­mo­lo­tów pa­sa­żer­skich, dzię­ki cze­mu nikt po­stron­ny nie może być po­szko­do­wa­ny, w prze­ci­wień­stwie do daw­nych dni, kie­dy się zda­rza­ło, że po­cisk, kła­dąc tru­pem za­ma­chow­ca, prze­cho­dził na wy­lot przez pięć albo i sześć sie­dzą­cych za nim Bogu du­cha win­nych osób. Nie­mniej wi­dok czło­wie­ka wa­lą­ce­go się u wa­szych stóp pod skon­cen­tro­wa­nym ogniem nie na­le­ży do mi­łych, i to na­wet wów­czas, gdy idzie o zwy­czaj­ne nie­po­ro­zu­mie­nie, któ­re po­tem jest przy­czy­ną wy­mia­ny dy­plo­ma­tycz­nych not z prze­pro­si­na­mi.