Kongres futurologiczny
Stanisław Lem — Klasyka science fiction

Po­ry­wa­cze-eks­tre­mi­ści żą­da­li w za­mian za zwol­nie­nie dy­plo­ma­tów wy­pusz­cze­nia więź­niów po­li­tycz­nych, aby zaś pod­kre­ślić wagę swych żą­dań, po­sy­ła­li na ra­zie am­ba­sa­dzie oraz czyn­ni­kom rzą­do­wym po­je­dyn­cze zęby owych za­kład­ni­ków, za­po­wia­da­jąc eska­la­cję. Dy­so­nans ten nie za­kłó­cił jed­nak cie­płej at­mos­fe­ry ran­ne­go kok­taj­lu. Ba­wił na nim oso­bi­ście am­ba­sa­dor USA i wy­gło­sił kró­ciut­kie prze­mó­wie­nie o po­trze­bie współ­pra­cy mię­dzy­na­ro­do­wej, tyle że mó­wił oto­czo­ny przez sze­ściu bar­czy­stych cy­wi­lów, któ­rzy trzy­ma­li nas na musz­ce. Wy­zna­ję, że by­łem tym nie­co zde­to­no­wa­ny, zwłasz­cza że sto­ją­cy obok mnie ciem­no­skó­ry de­le­gat In­dii ze wzglę­du na ka­tar chciał so­bie wy­trzeć nos i się­gnął po chu­s­tecz­kę do kie­sze­ni. Rzecz­nik pra­so­wy To­wa­rzy­stwa Fu­tu­ro­lo­gicz­ne­go za­pew­niał mnie po­tem, że za­sto­so­wa­ne środ­ki były ko­niecz­ne i hu­ma­ni­tar­ne.