– Drogi panie, pielęgniarka pańskiego przyjaciela zadzwoniła do mnie i poprosiła o ostatnie sakramenty dla chorego, którego stan znacznie się dzisiaj pogorszył – ksiądz Cupaiuolo nabrał tchu i pewności siebie. – Jak pan z pewnością wie, należy do nich także sakrament spowiedzi świętej. Kiedy usiadłem obok chorego, gotów wysłuchać jego grzechów i pobłogosławić go na ostatnią drogę, pan Mock powiedział mi, że ma na sumieniu jeden straszny grzech i nie wyzna go, dopóki pan się tu nie zjawi. Przystąpi do spowiedzi dopiero po waszej rozmowie. Przychodzi pan prawie codziennie rano i mógłbym zaczekać do jutra, ale chory domaga się jej dzisiaj. Salus aegroti suprema lex[1]. Także dla księdza. Niech pan idzie teraz do niego. On wszystko panu wyjaśni – ksiądz Cupaiuolo spojrzał na zegarek. – Proszę się nie przejmować taksówką. Obawiam się, że nie wróci pan dzisiaj do domu.