Doskonale wiedziała, że jej nie zostawię. Podczas gdy ja traciłam ochotę na zabawę, blondynka wpadła w szampański nastrój. Pisnęła uradowana, kiedy zrezygnowałam z dalszej walki. Pociągnęła mnie za sobą za dłoń.
– Przepraszam, że musiał pan tak długo czekać – mówiła z przejęciem, trzepocząc do niego rzęsami.
Mężczyzna przekręcił nadgarstek, odsłaniając swojego rolexa, i rzucił mi jakby… pytające spojrzenie. Wyglądało to tak, jakby upewniał się, że też byłam chętna na przejażdżkę. Hailey wpakowała się na fotel obok kierowcy. W pewnym momencie wyraz przystojnej twarzy ze skupionego przeszedł w rozbawiony. Uniósł brew, spoglądając to na mnie, to na samochód.
– Mam otworzyć ci drzwi czy…
– O… nie – bąknęłam, pociągając za klamkę.
Przełknęłam ślinę. Zamknięte. Z zakłopotaniem pociągnęłam jeszcze raz. Dalej nic. Posłałam mu nieśmiałe spojrzenie. Niewerbalnie błagałam go o pomoc.
– Zamknięte? – Jego oczy się śmiały, a gdy poruszył szczęką, domyśliłam się, że próbował ukryć uśmiech.
Pokiwałam powoli głową. Stawiał kroki w moją stronę, obchodząc samochód. Im bliżej był, tym mocniej biło mi serce. Cholera. Zaraz zemdleję.