Moja durnowata przyjaciółka wystrzeliła do postawnego szatyna, zanim ten zdążył wsiąść do auta. O nie. Jego ciemne oczy skupiły się na mnie. Wbiłam wzrok w komórkę i modliłam się, by odmówił. Już wolałam spotkać się z odrzuceniem, niż ryzykować wylądowaniem na aukcji żywym towarem.
– Isa! – zawołała.
Nie! Udawałam, że jej nie słyszę. Podeszła do mnie żwawym krokiem i pociągnęła za rękę.
– No chodź!
– Na głowę ci padło? Nie ma mowy! – syknęłam dosadnie i się zaparłam. – Facet wygląda jak milion dolarów, wiesz, co to zwiastuje?
– Przygodny seks – wymruczała, szczerząc się przy tym jak wariatka.
– Problemy! – Złapałam ją za ramiona, szukając w niej resztki godności czy rozumu. Zgubiła zarówno jedno i drugie, kiedy zobaczyła tego kolesia. – Z łatwością ci opowiedział o kajdankach, zamówił coś sporego, do tego znał imię sprzedawcy, więc na bank nie był tu pierwszy raz! – Starałam się ściszyć głos na tyle, by szatyn nas nie usłyszał. – Hailey, ten gość to coś złego.
– O tak, chodzący grzech. – W jej głosie pobrzmiewało rozbawienie. Za nic miała moje słowa.
– Hailey! – Próbowałam ostudzić rosnącą panikę.
– Przestań świrować. Jedziesz ze mną albo jadę sama.