– Trzymaj. – Solenizantka wepchnęła mi drinka w dłoń i wzniosła toast. Wzdrygnęłam się na posmak wódki i wytarłam usta. – Hailey mówiła, że wyrwałaś gorący towar! – wrzasnęła mi do ucha.
– Jaki towar?
– Jakiegoś faceta!
– To Hailey go zaczepiła!
– Masz jego numer? – Poruszyła zabawnie brwiami.
Zamieniła nasze puste kieliszki na pełne, serwując jeszcze kilka kolejek, aż wreszcie przestałam liczyć. Natychmiast potrząsnęłam głową, po czym zmarszczyłam czoło w nikłym oburzeniu.
– Nie, po co mi jego numer?
Zanim zdążyła mi odpowiedzieć, ciężkie ramię owinęło się wokół mojej talii. Mokry pocałunek spadł mi na szyję, a zaraz po nim kolejny.
– Wow, wow, wow… Ktoś tu nieźle się rozhuśtał – zaśmiałam się cicho i odstawiłam kieliszek.
Troy przesunął błękitnymi oczami po moim ciele i gdy tylko nawiązaliśmy kontakt wzrokowy, wiedziałam, że słyszał mnie jak przez ścianę. Nieźle się upalił. Śmierdział dławiąco słodkim dymem.
– Moje ulubione dziewczyny – mruknął, otaczając Hazel ramieniem.
– Nie ta. – Saint wyraźnie dał znać o swojej obecności. Strącił rękę blondyna i zastąpił ją swoją. – Trzymaj się z daleka, Troy.
– Siatkarz zrobił się odważny? – prychnął.