Korepetytor
Joanna Balicka — Literatura

Szłam za nią na ślepo, dopóki nie dotarłyśmy do łazienki. Upadłam przed toaletą, a mój żołądek przemówił. Słyszałam tylko krzyki, że gliny są w domu. Muzyka ucichła. Szkło walało się po podłodze. Przyjaciółka związała mi włosy gumką i podała szklankę z wodą. Zwilżyłam spierzchnięte usta. Po raz pierwszy od południa napiłam się czegoś, co nie miało w sobie procentów.

– Przyniesiesz mi torebkę? – wymamrotałam.

Blondynka pokiwała głową, nim zniknęła za drzwiami. Przytknęłam dłoń do czoła i oparłam się o ścianę. Cholera. Po co zgodziłam się na jaranie? Na myśl o dotyku chłopaka poczułam obrzydzenie. Co za kretyn…

– Trzymaj. – Hailey przyniosła moje rzeczy.

Zaczęłam grzebać w torebce. Zmarszczyłam czoło. Wysypałam wszystko na podłogę i przełknęłam gorzko ślinę.

– Mój telefon – sapnęłam, patrząc na dziewczynę. – Zostawiłam go u tego faceta w aucie!

– Namierzymy go. Nie przejmuj się tym. Miałaś włączoną lokalizację? – Pomogła mi pozbierać rzeczy.

Pokiwałam głową w odpowiedzi, po czym wzięłam jeszcze kilka łyków chłodnej wody.

– Gdzie ona jest? – Usłyszałam głos, który sparaliżował całe moje ciało.

Kurwa…

– Tata?

To był moment. Moment, w którym uświadomiłam sobie, jak bardzo miałam przesrane.