Kropla nadziei
Katarzyna Michalak — Literatura

ała, najwyżej czteroletnia dziewczynka siedziała w kącie niewielkiej sali i słuchała, jak delikatnie opadają tęczowe mydlane bańki. Najpierw ciche dmuchnięcie, a potem ten dźwięk, tak niezwykły, niedostępny dla tych, którzy widzą… Każde inne dziecko wyciągnęłoby rączki i ze śmiechem zaczęłoby łapać tęczowe cuda, ale nie Tosia. Ona trwała bez ruchu, oczarowana, zapadnięta w wyobraźnię i… słuchała.

Ding-dong – niczym najcichsze uderzenie zegarowego serca – tak właśnie brzmiały mydlane bańki, gdy dotknęły okna, parapetu czy podłogi. Dziewczynka wyciągnęła ku nim ręce, by zachować je choć na chwilę, dotknąć opuszką palca tego, co zachwycało jej małe czteroletnie serduszko. Zamrugała niewidzącymi oczami, tak pięknymi, że to aż niemożliwe, niesprawiedliwe, że nie widziały!, i zapragnęła podzielić się swym zachwytem z najukochańszą istotą na świecie.

– Mamo… – wyszeptała. – Mamuniu…

Usta dziewczynki wygięły się w podkówkę.

Mamy nie było.