To zdarzenie widziało przynajmniej kilkadziesiąt osób. Weronika wrzeszczała ile sił w płucach, obudziła jakiegoś śpiącego noworodka. „Nienormalne dzieciaki. Gnojki” – pomyślała jego matka.
Był środek dnia, wrzeszczański Garnizon, nowoczesna, bezpieczna dzielnica pełna wykształconych i odpowiedzialnych ludzi. Nikt się nie przejął, nikt jej nie pomógł, nikt nie wziął tego na serio.
– Debile… – zaklął pan z teczką.