– No tak. A o co chcieliście spytać? Jak się tu mieszka? Ja tu nie mieszkam, tylko…
– Nie, nie o to – przerwał jej chłopak, lekko mrużąc oczy. – Wiesz, chcielibyśmy się z tobą o coś założyć. Złapiemy cię teraz pod ręce, zaciągniemy do auta, zwiążemy i zawieziemy do naszej meliny. Tam będziemy ci bić, gwałcić i torturować. I chociaż jest południe i pełno ludzi, absolutnie nikt ci nie pomoże.
Dziewczyna nie odpowiedziała. Przez chwilę analizowała słowa nieznajomego, myśląc, że jest to jakiś pojechany prank. Wkręcali ją.
– Muszę już lecieć – rzuciła, nie mając ochoty wdawać się w jałowe dyskusje.
– Niestety, mamy co do ciebie inne plany. Zresztą wiesz już jakie – odpowiedział chłopak.
Weronika ruszyła przed siebie. Deptakiem spacerowało kilkanaście osób. Mijała je w pośpiechu, chcąc jak najszybciej uciec od pokręconej pary. Czuła rosnący niepokój, choć cały czas myślała, że to tylko jakiś chory żart. Każdy by tak pomyślał.
Chwycili ją pod ręce, tak jak zapowiadali. Weronika krzyczała i próbowała się wyrwać. Oni jednak mieli więcej siły. Zaciągnęli ją do czarnego vana, wrzucili na pakę, a tam zakleili jej usta taśmą klejącą, związali ręce i przykuli kajdankami do podłogi.