Cofnął się kilka kroków i przyglądał im się. Następnie sięgnął po swoje prostsze, prowizoryczne ramki. Na karteczkach zapisywał tytuły fotografii dużymi nierównymi literami. Potem wyjął rolkę skocza i przyczepił karteczki do ramek. Nie potrzebował fotografii, żeby je widzieć przed sobą, kiedy zmieniał miejsca zawieszenia ramek na białych ścianach galerii. Każdą z tych fotografii miał jak wdrukowaną w oczy, wystarczyło sięgnąć do pamięci, żeby je widzieć wyraźnie.
Wiedział, że przygotowanie wystawy zabierze mu wiele godzin, przypuszczalnie będzie je wieszał do późna w nocy, a jutro zapłaci za to pewną cenę, bo nie był już młody. Jednak wiedział również, że podczas wernisażu po raz pierwszy od lat poczuje się lekko i swobodnie.
Następstwa jego decyzji będą dramatyczne, jednak już nie mógł brać ich pod uwagę. Robił to przez aż nazbyt długie lata. Żyli wszyscy w mrocznym cieniu własnych kłamstw. Owszem, groziło to, że zostaną zniszczeni, ale i tak zamierzał ujawnić prawdę, zarówno swoją, jak i ich.
Nigdy nie czuł się równie wolny jak teraz, gdy ostrożnie przyczepiał do ramy karteczkę ze słowem Wina.