– Nie martw się, kochanie. Albo zadzwonią dziś, jutro, albo poczekają do czwartku. Chyba żeby nie zadzwonili. A jeśli zadzwonią, w co oczywiście wierzę, masz udać zdumienie. Nie wolno ci zdradzić, że wiemy, że znajdowałeś się na końcowej liście.
Henning kiwnął głową ze wzrokiem skierowanym na okno.
– Naturalnie, kochanie. Naturalnie.
Palce stukały w jakimś niejasnym rytmie, podczas gdy Henning obserwował ślady pozostawione na szybie przez wodę. Jeden z pięciu. Powinien być zadowolony, ale kiedy już wiedział, co znajduje się w jego zasięgu, co może mu przynieść jeden jedyny telefon, prawie nie mógł złapać tchu.
– No już, a teraz zjedz coś – powiedziała Elisabeth, podsuwając mu koszyk ze świeżo upieczonymi bułkami. – Przed nami długi dzień, nie mówiąc o długim wieczorze, więc żebyś mi o dziesiątej nie zasnął za stołem.
Wiedząc, że nie wolno mu zrobić tego, o czym mówiła żona, Henning sięgnął po ciepłą bułeczkę. Posmarował ją grubo masłem, które natychmiast wsiąkło w bułkę.
– Wieczorem będziemy tańczyć – powiedział z pełnymi ustami i mrugnął do Elisabeth, która lekko się uśmiechnęła.