Kukułcze jajo
Camilla Läckberg — Kryminalne i sensacyjne

Żona popi­jała her­batę. Hen­ning podzi­wiał jej spo­kój. Na tym pole­gała ich rela­cja w odnie­sie­niu do jego pisar­stwa. On wpa­dał w pod­nie­ce­nie, ona tono­wała. On się nie­po­koił, ona łago­dziła.

Bęb­niąc pal­cami, cze­kał na jej odpo­wiedź. Potrze­bo­wał jej nadziei, słów, że wszystko się ułoży.

Po kilku łykach her­baty Eli­sa­beth deli­kat­nie odsta­wiła fili­żankę na spodek. Pili z tych fili­ża­nek przez wszyst­kie lata swego mał­żeń­stwa. Były jed­nym z nie­zli­czo­nych pre­zen­tów na ich wystawny ślub i wesele, ale za żadne skarby świata nie potra­fiłby powie­dzieć, od kogo je dostali.

Na zewnątrz jakaś fala uro­sła bar­dziej od innych i spa­dła kaskadą na pano­ra­miczne okno, które zaj­mo­wało całą dłuż­szą ścianę domu. Sól zosta­wiała ślady na szy­bie, gospo­sia Nancy miała istne urwa­nie głowy z cią­głym czysz­cze­niem. W archi­pe­lagu nie­uchronna była zmien­ność, wyglą­dało to tak, jakby przy­roda cią­gle pró­bo­wała odzy­ski­wać teren i wypy­chać stam­tąd cywi­li­za­cję.