Lato utraconych
Anna Kańtoch — Literatura

PROLOG

3 listopada 1998 roku

„Chłopak wyglądał dziwnie”. To właśnie Rafał Ostrowski, pracownik przydrożnego baru Pod Jodłami, powiedział później przesłuchującym go policjantom.

„Wyglądał dziwnie, a ja od razu się zorientowałem, że coś z nim nie tak”.

Nie była to do końca prawda. Najpierw Ostrowski poczuł tylko ukłucie niepokoju, zbyt lekkie, by się nad nim zastanawiać. Zresztą wydawał akurat skomplikowane zamówienie (dwie porcje żurku, w tym jedna z dodatkową kiełbasą, trzy cheeseburgery, frytki o różnym stopniu posolenia, mnóstwo coli, jeszcze więcej piwa) i nie miał do tego głowy. Dochodziła dziewiąta wieczorem, ale w barze przy trasie wylotowej z Żywca nawet o tej porze było sporo osób. Dwóch kierowców ciężarówek, grupa hałaśliwej młodzieży, która po odebraniu swojego jedzenia przepychała się właśnie przy jednym ze stolików, i oczywiście ten chłopak od dobrych dziesięciu minut wgapiający się w wiszące nad ladą prościutkie menu.

Teraz, gdy Ostrowski mógł przyjrzeć mu się uważnie, niepokój przybrał na sile.