Lekcje chemii
Bonnie Garmus — Literatura

Tam wła­śnie, w po­łu­dnio­wo­ka­li­for­nij­skim mia­stecz­ku Com­mons, gdzie kli­mat był prze­wa­żnie cie­pły, ale nie nad­mier­nie, nie­bo prze­wa­żnie błękit­ne, choć nie za bar­dzo, a po­wie­trze czy­ste, bo wte­dy po­wie­trze po pro­stu ta­kie było, Ma­de­li­ne le­ża­ła w swo­im łó­żecz­ku i cze­ka­ła z za­mkni­ęty­mi ocza­mi. Wie­dzia­ła, że wkrót­ce po­czu­je de­li­kat­ny po­ca­łu­nek w czo­ło, sta­ran­ne otu­le­nie ko­łder­ką, cie­pło od­de­chu szep­czące­go „Wy­ko­rzy­staj ten dzień”. Mi­nu­tę pó­źniej usły­szy roz­ruch sil­ni­ka sa­mo­cho­du, chrzęst opon ply­mo­utha wy­co­fy­wa­ne­go z pod­jaz­du, do­no­śny od­głos to­wa­rzy­szący mo­zol­ne­mu prze­rzu­ce­niu bie­gu ze wstecz­ne­go na je­dyn­kę. A po­tem jej wiecz­nie przy­gnębio­na mat­ka wy­ru­szy do stu­dia te­le­wi­zyj­ne­go, w któ­rym za­ło­ży ku­chen­ny far­tuch i wyj­dzie na sce­nę.

Pro­gram na­zy­wał się Ko­la­cja o szó­stej, a Eli­za­beth Zott była jego nie­kwe­stio­no­wa­ną gwiaz­dą.