Liczby Charona
Marek Krajewski — Kryminały

– Polski Lwów był stolicą europejskiej matematyki! – krzyknął profesor, po czym nagle się uspokoił i zaczął mówić prawie szeptem, ale był to szept sceniczny i przykuwał uwagę Åslanda, kamerzystów i telewidzów równie mocno jak krzyk. – Wiem, że to, co teraz powiem, będzie bardzo ryzykowne, ale powiem to mimo wszystko... Gdybym się nie urodził we Lwowie, nie byłoby mnie tutaj, nie zdobyłbym matematycznego Nobla. To nie wrocławskie lata studiów wśród ruin, to nie krystaliczne dowody z zakresu teorii liczb, do których dochodziłem jako naukowiec we wrocławskim hotelu asystenta – w upale i wśród wyłażących ze zlewu karaluchów – to nie sterylne lata norweskie zrobiły ze mnie matematyka. Stałem się nim dzięki mojemu lwowskiemu pochodzeniu. Dlatego tak zareagowałem, kiedy pan powiedział, że pochodzę z Wrocławia...

„Niedobrze – pomyślał Åsland – profesorek zaczyna łagodnieć, niemal przepraszać. Traci agresywne oblicze. Trzeba go nieco rozzłościć, by zachować wyraźne role: kulturalny dziennikarz kontra rozsierdzony bufon”.

– O ile wiem – wykorzystał zawieszenie głosu przez profesora – źródłem genów są rodzice, nie miejsce urodzenia.