– Paweł, znowu to zrobiłem... – Usłyszał głos brata.
Borowski zamknął oczy. Słowa Janka przestraszyły go i sprawiły, że nogi się pod nim ugięły. Miał nadzieję, że to, co się zdarzyło pięć lat wcześniej i co ledwo udało się zatuszować, nigdy już się nie powtórzy. Wciągnął ze świstem powietrze i spytał:
– Jak bardzo to poważne?
– Tak jak poprzednio, nawet bardziej. Przepraszam.
– Janek...
– Przepraszam, to silniejsze ode mnie. Pomóż mi.
Borowski wiedział, że zrobi wszystko, aby ochronić brata.
– Gdzie jesteś?
– Na kolonii w Karpaczu. Paweł, ratuj mnie. Obiecuję, że już nigdy tego nie zrobię. Będę się leczył. Proszę. Ja nie mogę iść siedzieć.
– Spokojnie. Zaraz coś wymyślę. Nie pójdziesz siedzieć – obiecał Borowski. – Czekaj na mój telefon.
Rozłączył się i położył aparat na biurku.
– Kurwa mać. Ja pierdolę – zaklął.
Zaczął chodzić po gabinecie. Na drinka było za wcześnie. Poza tym musiał mieć trzeźwy umysł. Spodziewał się teraz wielu problemów. Wiedział, że czeka go kupa roboty.
Karpacz, 15 lipca 2001 r.
Jan odłożył telefon i spojrzał na skulonego w kącie pokoju chłopca. Był na siebie zły za to, co mu zrobił. Dzieciak miał zaledwie dziesięć lat i to był jego pierwszy wyjazd na kolonię.