Prócz niedosytu czuję też niesmak, bo sprawa łódzkiego pogotowia, po początkowym niespodziewanym, acz zasłużonym sukcesie organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, później zamieniła się w ich sromotną klęskę, która w istocie jest klęską polskiego państwa. Ukarano nieliczną część zbrodniarzy. Osoby odpowiedzialne za stworzenie systemu, który umożliwiał zaistnienie procederu, pozostały zupełnie bezkarne, mogą nawet czuć się zwycięzcami.
Zależy mi na tym, aby pamiętano, że dwadzieścia lat temu było nas trzech. Reportaż Łowcy skór ujawniający aferę w łódzkim pogotowiu, podobnie jak wszystkie późniejsze publikacje w tej sprawie, napisałem wspólnie z Marcinem Stelmasiakiem (do dziś pracującym dla „Gazety Wyborczej”). W dziennikarskim śledztwie wspomagał nas Przemysław Witkowski, wówczas reporter Radia Łódź. Koleje losu i ludzkie wybory zdecydowały o tym, że dziś sam staram się opowiedzieć, wyjaśnić i samemu lepiej zrozumieć tę historię. Mam nadzieję, że Marcin i Przemek zgodzą się z zawartymi tutaj wnioskami.