Właściciel knajpy rozłączył się, ale zamiast uczucia ulgi dopadł go gryzący w gardle niepokój. Cisnął ze złością zepsutą podkładkę do kosza, a następnie zaczął dreptać po lokalu, nie mogąc się na niczym skupić. Wreszcie ruszył na zaplecze, skąd przyniósł skrzynkę z narzędziami. Z jej wnętrza wygrzebał niewielki śrubokręt, po czym udał się do ogródka. Rozejrzał się płochliwie dookoła, by sprawdzić, czy przypadkiem nikt go nie obserwuje, stanął na jednej z drewnianych ławek i stękając, odkręcił kamerę przytwierdzoną do ściany budynku. Kiedy zdyszany zszedł na ziemię, jego samopoczucie wcale nie uległo poprawie.
Dotarło do niego, że popełnił błąd, który może go wiele kosztować.
Ciąg dalszy w wersji pełnej