– Nie zarabiają panowie wystarczająco dużo na pokrycie sześciomiesięcznego czynszu i nie mają panowie żadnych oszczędności – odparła agentka, nagle opryskliwa. Sprawdziła ich kredyt i konto bankowe i poniewczasie uświadomiła sobie, że jest coś nie w porządku z dwoma facetami po dwudziestce, którzy nie są parą, a jednak chcą wynająć mieszkanie z jedną sypialnią na nudnym (lecz kosztownym) odcinku Dwudziestej Piątej Ulicy. – Mają panowie kogoś, kto mógłby za panów poręczyć? Szefa? Rodziców?
– Nasi rodzice nie żyją – odparł pospiesznie Willem.
Agentka westchnęła.
– W takim razie radzę panom obniżyć oczekiwania. Nikt, kto zawiaduje dobrze utrzymanym budynkiem, nie wynajmie lokum kandydatom z panów profilem finansowym. – Po czym wstała, wyraźnie kończąc rozmowę, i wymownie spojrzała na drzwi.
Kiedy to oznajmili JB i Malcolmowi, przedstawili całą rzecz jako komedię: podłoga mieszkania była cała w mysich odchodach, a agentka się naburmuszyła, bo robiła słodkie oczy do Willema, a on nic.
– Kto by zresztą chciał mieszkać na Dwudziestej Piątej róg Drugiej – skomentował JB.