Malownicze. Wymarzony dom
Magdalena Kordel — Literatura

Rozdział I

Większość zwykła uważać, że o wiele lepiej jest porzucić, niż zostać porzuconą. Madeleine należała do większości. I tak trudno byłoby wymagać od Grzegorza, żeby definitywnie zakończył związek, który w jego oczach był po prostu idealny. Mieszkali osobno („nowoczesność i samodzielność”, jak często powtarzał, „jest podstawą zachowania niezbędnej autonomii”, do czego zwykł wracać, gdy podrywając się z łóżka po pospiesznym seksie, natykał się na jej pełen wyrzutu wzrok), obiady jadali u niej („wspólne posiłki integrują związek oparty na swobodzie i niezależności”). Posiłki ofiarnie przygotowywała sama, bo Grzegorz był miłośnikiem domowej kuchni, a wieczory spędzali oddzielnie, bo, jak twierdził, skoro pracowali razem, należało im się trochę „odpoczynku”. Zresztą soboty i niedziele też zwykł wydzielać Madeleine nader skąpo.

– Sama rozumiesz, kotku, przyjaciele też są ważni, a w tygodniu zwykle nie mają tyle czasu co ja – mówił, zostawiając talerz na stole i posyłając jej z przedpokoju całusa. Zanoszenie naczyń do zlewu, nie mówiąc już o zmywaniu, uważał za czynności wybitnie niemęskie.