– Nie napinaj się tak – rzucił mundurowy, którego więźniowie nazywali Carem. – To, że odjebałeś swoje, nie znaczy, że wkrótce się nie zobaczymy. Mnie się wydaje, że prędzej niż później, mam rację? – dodał, szczerząc się w złośliwym uśmiechu.
Mężczyzna nie odpowiedział. Chwycił przygotowany wcześniej lniany tobołek, skinął towarzyszowi niedoli i dumnym krokiem ruszył w kierunku otwartych drzwi celi. Mijając Cara, pomyślał, że jak rzadko się z nim zgadzał, tak tym razem chuj jeden może mieć rację. Pomyślał też, że czekał na ten moment długie dwadzieścia lat. I tym razem zrobi to, co powinien był zrobić, gdy jego życie miało jeszcze jakiś sens.