Markiz
Przemysław Piotrowski — Kryminalne i sensacyjne

– Nie napi­naj się tak – rzu­cił mun­du­rowy, któ­rego więź­nio­wie nazy­wali Carem. – To, że odje­ba­łeś swoje, nie zna­czy, że wkrótce się nie zoba­czymy. Mnie się wydaje, że prę­dzej niż póź­niej, mam rację? – dodał, szcze­rząc się w zło­śli­wym uśmie­chu.

Męż­czy­zna nie odpo­wie­dział. Chwy­cił przy­go­to­wany wcze­śniej lniany tobo­łek, ski­nął towa­rzy­szowi nie­doli i dum­nym kro­kiem ruszył w kie­runku otwar­tych drzwi celi. Mija­jąc Cara, pomy­ślał, że jak rzadko się z nim zga­dzał, tak tym razem chuj jeden może mieć rację. Pomy­ślał też, że cze­kał na ten moment dłu­gie dwa­dzie­ścia lat. I tym razem zrobi to, co powi­nien był zro­bić, gdy jego życie miało jesz­cze jakiś sens.