Trzeba było dostarczyć ważną wiadomość, ale Dickie nie wiedział, jak ona ma brzmieć ani do kogo powinna być wysłana. Przez kilka klarownych chwil był świadomy tego, że jest częścią ciepłego, wilgotnego społeczeństwa, że oddycha tym samym powietrzem, słyszy tę samą melodię. Nie słyszał już jednak tej melodii i nie mógł jej sobie przypomnieć. Wszystko wyblakło – poza tym, co było za oknem. Krajobraz nadal rozwijał czarny fałd za fałdem, upstrzony punkcikami światła jak cekinami na apaszce. A później światła rozmywały się i bladły, a ciemność zawinęła się po raz ostatni i pozostał już tylko autobus wiozący przez noc śmiertelny ładunek w kierunku Oxfordu, gdzie dostarczy o jedną duszę mniej, niż zabrał tam w deszczu.