LUTY
TUVA, W STRESIE, bębni palcami o ladę. Jest wciąż w pracy w kawiarni przy Hornstull, chociaż już nie powinna tutaj być. Klient, który właśnie usiadł w rogu lokalu, spogląda na nią z irytacją, a Tuva odpowiada morderczym spojrzeniem. Zapisuje w pamięci jego twarz i obiecuje sobie, że następnym razem gość nie dostanie serduszka na swoim cappuccino. Prędzej środkowy palec.
Tuva nie cierpi się spóźniać, a dzisiejsza obsuwa robi się naprawdę poważna. Bezwiednie zakłada za ucho kosmyk jasnych włosów. Już pół godziny temu powinna była odebrać Linusa ze żłobka. Uodporniła się na złe spojrzenia personelu, bo tyle razy je widziała, że już na nią nie działają. Gorzej, że będzie przykro jej dwuletniemu synkowi. A Tuva nie jest osobą, która by sprawiała przykrość dziecku. Zwłaszcza Linusowi. Ile to razy mówiła, że byłaby gotowa oddać za niego życie. W rzeczywistości nie jest tak prosto, chociaż Bóg jeden wie, że Tuva się stara. Bardzo. Ściąga teraz fartuch i otworzywszy drzwi szafki, rzuca go na stertę brudów. Nie może wyjść, dopóki nie przyjdzie jej zmiennik. Gdzie on jest, do cholery?