ZOSTAŁO CZTERNAŚCIE DNI
NIKLAS JADŁ niespiesznie, obserwując swoją rodzinę siedzącą po przeciwnej stronie stołu. Był dopiero siedemnasty grudnia, czyli w zasadzie za wcześnie na świąteczne dekoracje, jednak oboje z córką zdecydowali się już zacząć święta. Na stole stały więc figurki mikołajów z białej porcelany, a pokój był skąpany w ciepłym świetle lampek choinkowych. Zdając sobie sprawę, że choinka nie dotrwałaby do Wigilii, gdyby wstawić ją do pokoju, łańcuch ze światełkami przypięli do lampy nad stołem i zapalili zamiast niej.
Córka włożyła sweter z doczepionymi diodami mrugającymi na czerwono i zielono, a on miał na szyi czerwony świąteczny krawat. Za to garnitur był popielaty, jak zawsze. Są jakieś granice tego szaleństwa.
Widelcem włożył do ust kolejny kęs. Kawałek grillowanego ananasa w glazurze z imbiru, chili i miodu. Wprawdzie nie uważał, aby do gorącego dania należało podawać owoce, ale córka uwielbiała ananasa. Prawdopodobnie będzie go wolała od soczystej wołowiny kobe. Cóż, dla niego zostanie więcej.