Mock. Golem
Marek Krajewski — Kryminalne i sensacyjne

I

W Sierocińcu pobudziły się już wszystkie kreatury. Unosiły ciężko głowy nad twardymi jak beton poduszkami i wodziły dokoła błędnym wzrokiem. W myślach usiłowały przywołać wspomnienia minionej, jak zwykle przepitej nocy. Za drzwiami pokoików rozlegały się codzienne poranne odgłosy. Z gardeł zżartych nikotyną dochodziły jęki, chrapliwe śmiechy i przekleństwa.

Eberhard Mock z trudem otworzył zaropiałe powieki. Złoty sygnet błysnął w skąpym świetle padającym przez dziurawe i postrzępione zasłony. Sięgnął palcem do kącików oczu. Paznokieć, pod którym ciągnęła się kleista smuga brudu, wydłubał stamtąd dwie grudki zaschniętej wydzieliny. Potoczyły się one po policzkach i zatrzymały na brodzie – na ostrej szczecinie dwudniowego zarostu.