Mock. Golem
Marek Krajewski — Kryminalne i sensacyjne

Nadwachmistrz policji kryminalnej syknął z bólu, kiedy rozerwał sklejone wargi. Jego język był suchy, chropowaty i obolały. Całkowicie wypełniał jamę ustną. Mock musiał go wczoraj przygryźć albo, co gorsza, przypalić papierosem, jak mu się to już kiedyś zdarzyło. Spojrzał na wypełniony do połowy syfon stojący obok łóżka na brudnej szafce, której blat upstrzyły czarne smoliste dziury po gaszonych tu niedopałkach. Woda gazowa była tym, o czym marzył. Nie mógł jednak spełnić swego pragnienia, mimo że syfon znajdował się na wyciągnięcie dłoni. Naciśnięcie na kurek okazało się ponad jego siły i to wcale nie dlatego, że sznur, którym owijał sobie codziennie tułów pod koszulą i kamizelką, krępował jego ruchy. Wycieńczenie organizmu czyniło go słabym jak dziecko. Nawet ruch gałek ocznych sprawiał, że kręciło mu się w głowie i był bliski omdlenia. Kiedy zamykał oczy, aby odciąć się od świata, jego wróg – kac – atakował go od wewnątrz. Jelita się zwijały w bolesnych skrętach, a pot występował na skórę.