Pani Weissbein była bezlitosna. Wprawdzie dała się ubłagać i łaskawie wysłuchała próśb samej Ryfki, jej ojca, a nawet własnego męża, i nie odprawiła dziewczyny z powrotem do szwalni, ale w głębi serca czuła do niej głuchą złość za spalony dywanik. Jej gniew nie wygasł i nie pozwolił jej na szczere wybaczenie tej chwili rozkojarzenia. Wiedząc, że Ryfka jest bardzo zabobonna, raz na jakiś czas złośliwie zabawiała się jej kosztem, najpierw ją przeklinając, a potem odczyniając klątwę. W połowie 1920 roku w rocznicę śmierci swoich rodziców kazała jej towarzyszyć sobie w wyprawie na cmentarz przy Berliner Chaussee[9], gdzie był jej grobowiec rodzinny. W drodze powrotnej rzuciła kąśliwym tonem:
– Nie wiesz o tym, że cmentarz jest ziemią przeklętą? Masz teraz pójść do rabina na Wallstrasse[10] i prosić o oczyszczenie! Miałaś przecież kontakt ze zmarłymi!
To był tylko żart i pewnie pani Weissbein przyznałaby się do dowcipu, gdyby Ryfka zaoponowała i zapytała, czy jej pani – mając przed chwilą również cmentarny kontakt ze zmarłymi – ma zamiar wraz z nią pójść do owego rabina i wspólnie się oczyścić. Nie zadała jednak tego pytania. Była zbyt wystraszona.