Mock
Marek Krajewski — Kryminały

Dobrze pamiętał ten dzień, kiedy został ogłoszony wyrok śmierci. Skazańcem był jeden z najpotężniejszych satrapów świata, a sąd kapturowy składał się z pięciu mężczyzn ukrytych w półmroku.

Każdy z nich siedział poza kręgiem światła. Ich kształty były zatem rozmyte. Małe biurkowe lampy wyraźnie oświetlały dłonie o zadbanych paznokciach, spięte spinkami mankiety białych koszul, kartki pokryte maszynowym pismem odbitym przez kalkę oraz dwie wielkie popielnice z dymiącymi papierosami i cygarami. Wzdłuż obu dłuższych boków konferencyjnego stołu obitego zielonym suknem siedziało po dwóch mężczyzn. U szczytu stołu – tylko jeden. Jego duże sękate palce bębniły po blacie – bardzo powoli, w jednostajnym rytmie. Elektryczne światło błyskało na złotym sygnecie amerykańskiej Akademii Marynarki Wojennej. Jego właściciel przewodniczył temu zebraniu.