Chciał coś jeszcze dodać, ale głos uwiązł mu w gardle. Pamięć odmówiła mu posłuszeństwa. Zabrakło mu angielskiego wyrazu. Kiedy nad nim myślał poganiany niecierpliwymi spojrzeniami, zalała go fala wspomnień wywołana najpewniej pochlebstwem, iż „wie wszystko”. Rzeczywiście ani Hala Stulecia, ani miasto, w którym została zbudowana trzydzieści cztery lata wcześniej, nie miały przed nim żadnych tajemnic. Żył we Wrocławiu lat równo czterdzieści, aż do momentu, kiedy został on obrócony w perzynę przez rakiety wyrzucane przez tak zwane organy Stalina. Mieszkał w kilku różnych dzielnicach, w różnych mieszkaniach. Znał właściwie wszystkie ich rodzaje – od gnijących od wilgoci poddaszy, poprzez domki w małych sadach, do wspaniałych wielopokojowych apartamentów pełnych wyszukanych wygód, takich jak winda dostarczająca posiłki, wanny o złoconych kurkach czy porcelanowe bidety. W nędznym izbach – jako student – roił o karierze naukowej, w nieco lepszych pokojach – świętował swe kolejne policyjne awanse, a najczęściej oddawał się rozpuście i pijaństwu.