Mój rok relaksu i odpoczynku
Ottessa Moshfegh — Literatura

Po przebudzeniu, czy w dzień, czy w nocy, zawsze sunęłam przez jasny, marmurowy hol budynku, w którym mieszkałam, po czym kierowałam się do najbliższej przecznicy, gdzie mieścił się sklep całodobowy. Kupowałam tam dwie duże kawy, po sześć saszetek cukru w każdej. Pierwszą wypijałam duszkiem w windzie w drodze do mieszkania, drugą sączyłam powoli podczas oglądania filmów, jedząc herbatniki w kształcie zwierząt i łykając trazodon, ambien oraz nembutal, dopóki ponownie nie zasnęłam. W ten sposób traciłam poczucie czasu. Miały dni. Tygodnie. Przeleciało kilka miesięcy. Kiedy miałam ochotę, zamawiałam jedzenie z tajskiej restauracji po drugiej stronie ulicy albo sałatkę z tuńczykiem z baru na Pierwszej Alei. Gdy się budziłam, moją komórkę zapełniały wiadomości głosowe z salonów piękności i spa, z prośbami o potwierdzenie wizyt, które rezerwowałam przez sen. Zawsze oddzwaniałam, żeby je odwołać, czego nienawidziłam robić, ponieważ nienawidziłam rozmawiać z ludźmi.