Mój rok relaksu i odpoczynku
Ottessa Moshfegh — Literatura

Na początku tej fazy dbałam o to, żeby raz w tygodniu ktoś z pralni odbierał moje brudne ciuchy i przywoził czyste. Szelest rozerwanych plastikowych pokrowców wywołany przeciągiem od otwartych okien w salonie działał na mnie kojąco. Lubiłam wdychać zapach świeżego prania, kiedy zasypiałam na sofie. Ale po pewnym czasie zbieranie wszystkich brudów i upychanie ich w worku na pranie stało się zbyt dużym wysiłkiem, a odgłosy mojej pralko-suszarki wyrywały mnie ze snu, zaczęłam więc po prostu wyrzucać brudne majtki. Wszystkie pary, które miałam wcześniej, i tak kojarzyły mi się z Trevorem. Przez pewien czas przychodziła do mnie pocztą tandetna bielizna od Victoria’s Secret: falbanki w kolorze fuksji, limonkowe stringi, koronkowe body, koszulki babydoll – każda sztuka zapakowana osobno w plastikowy woreczek ze zgrzewem. Wciskałam folię do szafy i chodziłam bez majtek. Od czasu do czasu w jakiejś paczce ze sklepów Barneys albo Saks znajdowałam męskie piżamy i inne ubrania, których zamawiania nie pamiętałam: kaszmirowe skarpety, T-shirty z nadrukami w złym guście, dizajnerskie dżinsy.