Mój rok relaksu i odpoczynku
Ottessa Moshfegh — Literatura

Prysznic brałam najwyżej raz w tygodniu. Przestałam regulować brwi, depilować się, tlenić i czesać włosy. Zero nawilżania i złuszczania. Żadnego golenia. Rzadko wychodziłam z mieszkania. Wszystkie rachunki opłacałam zleceniami stałymi. Podatek od nieruchomości za swoje mieszkanie i dom nieżyjących rodziców opłaciłam na rok z góry. Opłata za wynajem rzeczonego domu wpływała co miesiąc na moje konto przelewem bezpośrednim. Zasiłek dla bezrobotnych przychodził, o ile tylko raz w tygodniu zadzwoniłam na automatyczną infolinię i wciskałam „1” na „tak”, kiedy robot pytał, czy rzetelnie szukałam pracy. Pieniądze wystarczały na wykupienie recept i zakupy w całodobowym. Ponadto miałam inwestycje. Kontrolował je doradca finansowy mojego zmarłego ojca i co kwartał przysyłał mi raporty, których nie czytałam. Mnóstwo pieniędzy ulokowałam na koncie oszczędnościowym – mogłabym za nie przeżyć kilka lat, o ile nie robiłabym nic wyjątkowego. Do tego wszystkiego przysługiwał mi wysoki limit na karcie kredytowej. Słowem – nie martwiłam się o pieniądze.