– Myśleliśmy, że pojedziemy sami. Ktoś musi tu zostać i przypilnować domu. Wydaje mi się, że lepiej będzie, jak na nas poczekasz.
– Tak sądzisz? – spytała, cofając się o krok.
– Tak – odparł Yngve.
– No tak, no tak, wobec tego zostanę.
Yngve wycofał samochód z podjazdu, babcia weszła do domu.
– Co za piekło – powiedziałem.