Moja walka. Księga 1
Karl Ove Knausgård — Literatura piękna

– No, musimy ustawić tę przyczepę – powiedział i ruszył do samochodu, wsiadł, włączył silnik, powoli zjechał tyłem z pagórka na lewo, zatrąbił, kiedy droga była wolna, a Yngve wycofał się za nim. Potem Gunnar podjechał do przodu, wysiadł z samochodu i odłączył przyczepę. Podszedłem do nich, złapałem za mocowanie i zacząłem ciągnąć ją pod górę. Yngve i Gunnar pchali.

– Tu może stać – stwierdził Gunnar, kiedy wprowadziliśmy ją kawałek w głąb ogrodu, a ja opuściłem końcówkę na ziemię.

Z okna na piętrze patrzyła na nas babcia.

Zbieraliśmy butelki do plastikowych toreb i znosiliśmy je do samochodu; babcia przez cały czas siedziała w kuchni. Patrzyła, jak wylewam do zlewu resztki piwa i wódki z nieopróżnionych do końca butelek, ale nic nie mówiła. Może czuła ulgę, widząc, że znikają, może nie do końca to do niej docierało. Kiedy samochód był już pełny, Yngve poszedł jej powiedzieć, że jedziemy do sklepu. Wstała i zeszła z nami do holu. Przypuszczaliśmy, że chce się z nami pożegnać, ale kiedy znalazła się za progiem, natychmiast zeszła po schodach i skierowała się do samochodu, położyła rękę na klamce, otworzyła drzwiczki i chciała wsiadać.

– Babciu? – odezwał się Yngve.

Zatrzymała się.