1
To wąsy uświadomiły mi, że nie jestem już w Anglii: solidna szara gąsienica przesłaniająca górną wargę mężczyzny, wąsy w stylu Village People, wąsy kowboja, miniaturowa miotła, która oznaczała kłopoty. W domu nigdy nie widywałam takich wąsów. Nie mogłam oderwać od nich wzroku.
– Proszę pani?
Jedyną osobą, jaką kiedykolwiek widziałam z takimi wąsami, był pan Naylor, nasz nauczyciel matematyki – zbierał w nich okruchy ciastek, które potem liczyliśmy podczas algebry.
– Proszę pani?
– Och, przepraszam.
Mężczyzna w mundurze przywołał mnie kiwnięciem krótkiego palca. Siedział z nosem przyklejonym do monitora. Czekałam w boksie i czułam, jak zgromadzony przez wiele godzin lotu pot powoli wsiąka w moją sukienkę. Mężczyzna uniósł dłoń i pomachał czterema grubymi palcami. Upłynęło kilka sekund, zanim dotarło do mnie, że w ten sposób domaga się mojego paszportu.
– Nazwisko.
– Tam jest napisane – podpowiedziałam.
– Nazwisko, proszę pani.