– To było tak. Pracowałam dla pewnego człowieka. Byłam jego osobą do towarzystwa, ale podawałam mu też leki, zabierałam na spacery i karmiłam. To wcale nie jest takie dziwne, jak się wydaje… On był częściowo sparaliżowany. To nie było nic perwersyjnego. W sumie trochę było, bo trudno nie zbliżyć się do ludzi, którymi się opiekujemy, a Will, ten mężczyzna, był wspaniały i my… No cóż, zakochaliśmy się w sobie. – Zbyt późno poczułam znajome pieczenie łez pod powiekami. Szybko otarłam oczy. – No więc to chyba będzie coś podobnego. Tylko bez miłości. I bez karmienia.
Mężczyzna gapił się na mnie. Spróbowałam się uśmiechnąć.