Chyba nie usłyszał. Wpatrywał się w coś na monitorze. Położyłam palce na urządzeniu. I wtedy zabrzęczał mój telefon.
Mama: Wylądowałaś?
Sięgnęłam po telefon drugą ręką, żeby odpisać, a mężczyzna gwałtownie podniósł głowę.
– Proszę pani, korzystanie z telefonów komórkowych w tej strefie jest zabronione.
– To tylko moja mama. Chce wiedzieć, czy już wylądowałam. – Ukradkiem próbowałam wysłać jej emotkę z uniesionym kciukiem, zasłaniając telefon przed pogranicznikiem.
– Cel podróży?
Co to jest?
– odpisała mama natychmiast. Przyswoiła esemesowanie błyskawicznie i teraz wstukiwała wiadomości szybciej, niż mówiła. Czyli w zasadzie z prędkością światła.
Wiesz, że mój telefon nie obsługuje tych małych obrazków. Czy to SOS? Louisa, napisz, że wszystko w porządku.
– Cel podróży, proszę pani. – Wąs zadrżał z irytacją. Mężczyzna dodał powoli: – Co będzie pani robić tutaj, w Stanach Zjednoczonych?
– Mam nową pracę.
– To znaczy?
– Zatrudniła mnie rodzina z Nowego Jorku. Central Park.
Mężczyzna na ułamek sekundy uniósł brwi. Sprawdził adres na moim formularzu, by to potwierdzić.
– Jaka to praca?
– To trochę skomplikowane. Ale jestem tak jakby damą do towarzystwa.
– Damą do towarzystwa?