Na co nieznajomy (mienił się monsieur Herkules Poirot) zrewanżował się stosowną repliką, w której między innymi znalazło się i takie zdanie:
– Ależ jakże ja mógłbym zapomnieć, że ty kiedyś ocaliłeś mi życie!
Z kolei generał znalazł właściwe słowa. Wypierał się jakichkolwiek zasług z przeszłości, natomiast coraz goręcej prawił o Francji, Belgii, chwale, honorze i tym podobnych sprawach, aż wreszcie obaj mężczyźni uścisnęli się serdecznie i na tym zakończyło się wzajemne komplementowanie.
Ponieważ tyle tylko dowiedział się porucznik Dubosc, całe wydarzenie było dla niego owiane mgłą tajemnicy. Natomiast fakt, że jemu właśnie powierzono misję odprowadzenia monsieur Poirota na Taurus Express i że wypełniał ten obowiązek gorliwie i z zapałem, wróżył młodemu oficerowi jak najlepszą karierę w przyszłości.
– No to dzisiaj mamy niedzielę – zauważył porucznik Dubosc. – Nazajutrz, w poniedziałek wieczorem, już się znajdzie pan w Stambule.
Nie pierwszy raz wypowiedział tę kwestię. Konwersacja na peronie, tuż przed odjazdem pociągu, z natury swojej sprowadza się zazwyczaj do powtórek.
– Otóż właśnie – zgodził się monsieur Poirot.
– I, jak sądzę, zamierza pan kilka dni pozostać w tym mieście?