Nauczycielem, który w niedługim czasie wywarł na mnie głęboki wpływ, był David Curnow, w późniejszych latach profesor literatury angielskiej na amerykańskim Uniwersytecie w Bejrucie. Pan Curnow, niedawny absolwent Cambridge, miał przed sobą niemal niewykonalne zadanie wszczepienia literackiej wrażliwości w tępe głowy grupy uczniów szóstej klasy, którzy już wcześniej zrezygnowali z wyboru języka angielskiego jako jednego z głównych przedmiotów. Wysoki i elegancki, grał swoją rolę, prezentując czub w stylu Trumpa, fircykowaty krawat i idealnie wyprasowane spodnie z diagonalu. Jego metoda polegała na tym, że wkradał się cichcem do klasy z rękami w kieszeniach, nie zwracał uwagi na wrzawę, brał do ręki kawałek kredy i pisał na tablicy parę linijek jakiegoś wiersza. Potem szybko się odwracał twarzą do klasy i nic nie mówiąc, czekał na reakcję:
Słoneczniku, czekaniem znużony,
Krok po kroku śledzący bieg Słońca,
Zapatrzony w złociste regiony,
Gdzie wyprawa dobiegłaby końca;
Gdzie Dziewica w całunie ze śniegu
I Młodzieniec, co usechł z pragnienia,
Wstawszy z mogił, szukają noclegu,
Gdzie i ty chcesz dla siebie schronienia[7].