– Zobaczysz – rzucił tajemniczo mężczyzna, podniósł się i wziął torbę Haniego. – Jedziemy do Zagrzebia. Mów do mnie Luka – dodał i kiedy ruszyli do wyjścia, położył mu rękę na ramieniu. Był o głowę wyższy. – Nie przypuszczałem, że jesteś taki drobny, ale… – Zatrzymał się przed drzwiami i spojrzał prosto w oczy Haniemu, który zadarł głowę i palcem docisnął okulary. – Jesteś wielki! Bardzo cię szanuję. A nawet więcej, podziwiam.
Zaczęli schodzić na dół, więc przestali rozmawiać.
Kiedy Hani regulował rachunek, Luka czekał już przed hostelem, kilkanaście metrów od wyjścia. Ujrzawszy Haniego, ruszył powoli przed siebie.
Niebieskie volvo V70 na austriackich numerach stało zaparkowane w sąsiedniej uliczce. Luka wrzucił torbę do bagażnika i usiadł za kierownicą. Po chwili dołączył do niego Hani.
– Jesteś głodny? – zapytał Luka, kiedy tylko ruszyli.
– Tak, i chce mi się pić.
– Masz wodę na tylnym siedzeniu. Zatrzymamy się na stacji benzynowej na kawę i kanapki.
– Ile czasu będziemy jechać do tego Zagrzebia?
– Około pięciu godzin, bo pojedziemy bocznymi drogami. Wjeżdżamy do Unii Europejskiej…