Usiadł na łóżku i zaczął się zastanawiać, co powinien teraz zrobić. Dochodziła ósma. Postanowił najpierw się wykąpać, dokonać ablucji, a potem pomodlić. Wprawdzie obejmowała go takijja, ale i tak czuł się zbrukany po tym, co wczoraj zrobił. Nie musiałem przecież pić piwa – pomyślał i założył okulary. Od razu obraz zrobił się wyraźny i Hani poczuł się lepiej.
Gdy ruszył w stronę łazienki, ktoś cicho zastukał do drzwi.
Po chwili do pokoju wszedł wysoki, krótko ostrzyżony mężczyzna w czarnej skórzanej kurtce i błękitnych dżinsach. Rozejrzał się i nie wyjmując rąk z kieszeni, usiadł na krześle.
– Zbieraj się… Jedziemy – rzucił w farsi ściszonym głosem.
– Chciałem się jeszcze wykąpać… – odezwał się Hani.
– Nie ma czasu – przerwał mu zdecydowanym tonem nieznajomy. – Nie musisz. – Spojrzał na stojącą na podłodze zamkniętą torbę. – Już się spakowałeś. Dobrze.
Hani posłusznie wciągnął buty.
– Nie modliłem się od…
– Nie musisz. Akurat ty… nie musisz.
– Dokąd jedziemy? – zapytał Hani, zawiązując but.