Nawet nie zauważył, kiedy stanęło przed nim drugie piwo. Chwycił oburącz ciężki kufel i pociągnął kilka głębokich łyków. Otarł dłonią pianę z ust i zaraz potem odbiło mu się nosem. Tym razem efekt był jeszcze przyjemniejszy niż po pierwszym piwie. Hani nabrał pewności siebie i pomyślał, że o niczym nie marzy teraz bardziej niż o tym, by porozmawiać z kimś przyjaznym, opowiedzieć mu o sobie, o Iranie, Isfahanie, najpiękniejszym mieście na świecie, o ojcu i śmierci brata Mohameda. Wiedział, że nie wolno mu rozmawiać z obcymi, ale czuł się taki szczęśliwy… Nagle śmierć przestała być granicą, droga do raju stanęła otworem i chciał iść tam, gdzie czekają na niego już wszyscy Wybrani.