JB: Sytuacja Zachodu, Stanów Zjednoczonych, jest dużo trudniejsza niż podczas II wojny światowej i zimnej wojny. Ani hitlerowskie Niemcy, ani imperialna Japonia, ani Włochy, a szczególnie Sowiety, nie znajdowały się w systemie globalnego łańcucha dostaw, w zglobalizowanej gospodarce. Chiny tymczasem są centrum, sercem całego systemu światowego. I podczas III wojny światowej trzeba będzie wyrwać to serce. Przyczyną wojen są zmiany. Tak, to zmiany, a nie bieda, prowadzą do wybuchu wielkich konfliktów zbrojnych. Zmiany w układzie sił. Gdy Sowieci w 1945 roku zatrzymali się na Łabie, w Jałcie ustalono strefy wpływów. Zarówno w Azji, jak i w Europie Sowieci zostali zatrzymani na określonym perymetrze. Nie doszło do tak zwanego rollbacku, czyli Amerykanie nie próbowali wypierać Stalina z zajętych przez niego terenów. Gdy w 1956 roku doszło do powstania w Budapeszcie, Amerykanie zareagowali zachowawczo, to samo było w 1968 roku, kiedy wybuchła rewolucja w Pradze. A potem w 1981 roku, gdy generał Jaruzelski wprowadził w PRL-u stan wojenny.