JB: Gdy w latach 2015–2016 pisałem swoją pierwszą książkę, Pacyfik i Eurazja. O wojnie, byłem przekonany, że Amerykanie przegrają. W czasach rządów Baracka Obamy byłem pewny, że w ogóle nie podejmą rękawicy rzuconej przez Pekin. Że wyzwanie jest tak ogromne, że odpuszczą. Gdy Donald Trump został prezydentem i pisałem moją drugą książkę, Rzeczpospolita między lądem a morzem, Amerykanie okazali chęć do podjęcia wyzwania. Uważałem jednak, że nie dadzą rady i szybko zrezygnują. Dlatego byłem w ogromnym szoku, że Trump na poważnie zabrał się do powstrzymywania Chin. Stworzenie sił kosmicznych, próba reformy marynarki wojennej, zakończenie wojny na Bliskim Wschodzie, próba blokady Chińczyków w kluczowych sektorach (ropa, układy scalone)… Wszystko to skłoniło mnie do zmiany zdania. Oczywiście wciąż uważam, że Amerykanie nie zdają sobie sprawy, z czym się mierzą. Ale tak jak trzy lata temu myślałem, że przegrają z Chińczykami, to teraz nie jestem już tego taki pewien. Problem polega na tym, że nie wiem, jak zamierzają pokonać Chiny. Obawiam się, że strategia, którą przyjęli, nie jest wystarczająca.